Paweł Młynarski: Z notatnika menedżera NBA
- Każdego lata fani NBA z ciekawością śledzą transfery w najlepszej lidze świata. Tym razem było naprawdę gorąco, a najsprytniejszy okazał się Pat Riley, któremu udało się ściągnąć na Florydę LeBrona Jamesa i Chrisa Bosha. Jednak to temat na zupełnie inny felieton. Ja mam dziś inną sprawę, którą chciałbym się zająć – pisze nasz współpracownik.
Najgorętsze dni transferowego lata mamy już za sobą. Najlepsi zawodnicy podpisali już nowe umowy. Jednak wciąż „do wzięcia” jest kilkunastu może mniej wartościowych, ale też bardzo ciekawych koszykarzy. W tym momencie chciałbym popuścić wodze wyobraźni i zostać menadżerem nowego, 31-ego zespołu NBA, który mógłby podpisywać umowy tylko z wolnymi agentami. Jak wyglądałby notes takiego menadżera? Mój subiektywny wybór padł na tych dziesięciu graczy, którzy moim zdaniem stworzyliby ciekawą drużynę.
Allen Iverson – krnąbrny gwiazdor najlepsze lata gry ma już za sobą, ale potrafi przyciągnąć jeszcze sporą rzeszę swoich fanów, a sprzedaż jego koszulek też byłaby bardzo opłacalna. Dla nowo powstałego klubu to dość ważne…
Jason Williams – doświadczony rozgrywający, który ma na swoim koncie tytuł mistrzowski z Miami Heat. W poprzednim sezonie udowodnił, że jest wartościowym zmiennikiem, a jego powrót do NBA był trafioną decyzją.
Eddie House – kolejny rozgrywający z ogromnym doświadczeniem i pierścieniem mistrzowskim, przy tym bardzo dobry strzelec z dystansu. Byłby idealny jako zmiennik dwóch poprzednich obrońców, ale… gdy pisałem ten tekst, podkupili go Heat. Cholera…
Shannon Brown – efektowny zawodnik, przydatny zarówno w ataku jak i obronie, który w ubiegłym sezonie był doskonałym zmiennikiem dla Kobego Bryanta. Trochę mnie dziwi dlaczego jeszcze nie podpisał nowej umowy z Lakersami.
Josh Howard – najlepszy strzelec z dostępnych wolnych agentów. Jeśli tylko wyleczy ciężką kontuzję, której nabawił się w tym roku, będzie niezastąpiony w ataku. W Waszyngtonie się nie sprawdził, ale w Dallas był zawodnikiem formatu All-Star. Mimo to Wizards wciąż bardzo go chcą. Nie dziwię się.
Tracy McGrady – kolejna gwiazda, która złote lata ma już za sobą. Tracy to jednak nadal zawodnik wszechstronny, w którym drzemią ogromne możliwości. W mojej drużynie musiałby się napocić, żeby wygrać rywalizację Joshem Howardem. Dzięki niemu klub zyskałby również marketingowo.
Anthony Tolliver – gracz, który w poprzednim sezonie poczynił ogromne postępy. Jego statystyki 12.3 pkt. i 7.3 zbiórki zupełnie wystarczają, żeby ten skrzydłowy trafił do mojego notesu.
Josh Boone – nie jest to wirtuoz koszykówki, ale za to potrafi dobrze zbierać, a to w NBA wartościowa cecha. Jego kontrakt nie byłby drogi i jak najbardziej nadaje się na zmiennika graczy podkoszowych.
Shaquille O’Neal – tego pana przedstawiać chyba nie trzeba. Jedna z największych gwiazd w historii koszykówki. Jego pojawienie się w NBA zupełnie zmieniło ligę. W najlepszym okresie kariery potrafił zdominować każdego przeciwnika. Pomimo 38 lat wciąż sprawia ogromne problemy większości broniącym przeciw niemu środkowym. Grająca legenda NBA.
Kwame Brown – no cóż, ze względu na wiek Shaq musi mieć jakiegoś zmiennika… i na tym powinienem zakończyć rozprawkę o jednym z największych koszykarskich niewypałów ostatnich lat. Niestety wśród wolnych agentów nie znalazłem lepszego środkowego, a centymetry są potrzebne w NBA.
Moja selekcja zakończona, ale listy jeszcze nie zamykam. Może wy macie jakieś sugestie dotyczące ciekawych zawodników, którzy nie podpisali jeszcze nowych kontraktów?







Wczytywanie...
Ja bym ewentualnie jeszcze zaprosił workout: Etana Thomasa zamiast Kwame i może Ronalda Murraya – świetny strzelec z ławki.
Dodaj swój komentarz