Piłka na dziko: Adriano Galliani czyli sprytny kupiec z Mediolanu
- Jutro o północy zamyka się okienko transferowe, ale nic już raczej nie przebije transferu Zlatana Ibrahimovicia do Milanu. Zawodnik, który rok temu był wart 45 milionów euro w gotówce i kartę Samuela Eto’o wraca do Mediolanu… za darmo. Jeśli się sprawdzi, Milan będzie musiał zapłacić Barcelonie jedynie 24 miliony. Za tym transferem stoi Adriano Galliani, dyrektor generalny AC Milan i specjalista od wynajdywania takich okazji – pisze Marcin Dobski.
Przepłacone transfery, bajońskie pensje… stać na to szejków z Manchesteru City, ale w Mediolanie już od dawna nie ma szastania gotówką. Mimo to udaje się pozyskiwać gwiazdy, bez śrubowania transferowych rekordów. Operatywność działaczy robi wrażenie, więc przyjrzyjmy się najlepszym odkryciom w kolejności chronologicznej.
W 1991 roku Milan pozyskał z Dinama Zagrzeb Chorwata Zvonimira Bobana za niewiele ponad milion dolarów i trafił w dziesiątkę, bo urodzony w Jugosławii rozgrywający stał się podporą „Rossonerrich” na długich dziewięć lat. Strzelał gole, asystował i był liderem środkowej formacji. Odszedł dopiero w wieku 32 lat na emeryturę do Celty Vigo.
Cztery lata później wyłowiono z PSG George’a Weah za 6 milionów dolarów. Przez cztery sezony Liberyjczyk zdobył 60 goli dla 7- krotnego zdobywcy Pucharu Europy. Potem sprzedano go za taką samą sumę do Chelsea Londyn – złoty interes. Czyżby? Były lepsze, bo w międzyczasie kupiono młodego Patricka Kluiverta, który zdobył właśnie zwycięską bramkę dla Ajaxu Amsterdam w finale Ligi Mistrzów. Kwota? Niecałe dwa miliony – niedużo. Jednak Kluivert się nie sprawdził, bo rozegrał w Milanie tylko 27 spotkań, ale po sezonie został wytransferowany do Barcelony za dziesięć razy tyle. To już nie złoty, ale platynowy interes.
Tych napastników na głowę bije Ukrainiec Andrij Szewczenko, którego w 1999 roku kupiono za 20 milionów z Dynama Kijów. Dużo jak za 21-letniego piłkarza, ale historia pokazała, że ryzyko się opłaciło. Przez siedem lat „Szewa” strzelał gole jak na zawołanie – w Milanie zdobył 129 bramek w 232 występach (!). Trzy razy grał w finale Ligi Mistrzów, dwukrotnie był królem strzelców Serie A, nie wspominając już o krajowych sukcesach. Po siedmiu latach sprzedano go do Chelsea za 42 miliony. Tyle sukcesów i jeszcze zarobiono ponad 20 milionów – majstersztyk.
Przed sezonem 2002/03 za darmo z Barcelony przybył Rivaldo, który stwarzał problemy wychowawcze na Camp Nou. Na jego nieszczęście rok później kupiono z Sao Paulo Kakę (7.5 mln) na tą samą pozycję i była gwiazda Barcy musiała zrobić miejsce nowemu liderowi. Ale sam transfer Rivaldo był i tak dobrym ruchem… marketingowym, bo koszulkę z jego nazwiskiem chciał mieć każdy fan „Rossonerrich”. A za transfer niekwestionowanej gwiazdy jaką potem stał się Kaka zarobiono rok temu 60 milionów.
W 2006 roku chwyt marketingowy znowu się powiódł, bo za 7 milionów z Realu Madryt sprowadzono Ronaldo, który może i już miał pseudonim „El Gordo” (Grubas), ale w 20 spotkaniach zdobył 9 goli i wielu kibiców kupiło koszulkę z jego nazwiskiem. Odszedł za darmo, ale i tak przysporzył Milanowi wielu nowych fanów. Przed tym samym sezonem w Mediolanie zameldował się też Yoann Gourcuff, 19-letni rozgrywający rodem z Francji. Za ile? 4 miliony. Kariery nie zrobił, bo Carlo Ancelotti rzadko stawiał na młodzież, ale potem sprzedano go do Bordeaux za 14 milionów. Zarobić dziesięć milionów na zawodniku, który w ogóle nie grał? Majstersztyk.
I tak dochodzimy do czasów obecnych. Dwa lata temu witano Ronaldinho, kiedyś uważanego (słusznie) za najlepszego piłkarza świata. Gdy Brazylijczyk grał jak z nut, Barcelona nie chciała go sprzedać za sto milionów. Obrażonego gwiazdora pozbyto się za skromne 23 miliony, ale to nie dziwi, bo Ronaldinho raził nadwagą, był bez formy i nie uśmiechał się już tak szeroko, jak kiedyś. Wystarczył jednak sezon pracy w MilanLab i długowłosy napastnik znów jest postrachem obrońców. Czaruje techniką, golami i przede wszystkim asystami. Dobry, stary Ronaldinho. W tym samym sezonie do stolicy włoskiej mody przeprowadził się też (za 20 milionów) młodziutki Alexandre Pato. Sporo kasy, ale Pato, jeśli nie leczy kontuzji, to błyszczy i choć jest wyceniany na 35 milionów, to są tacy, którzy zapłaciliby za niego dwa razy tyle. Dla Milanu na razie nie jest na sprzedaż. Na razie… A pamiętajmy, że gdzieś tam z boku truchta jeszcze David Beckham, który piłkarsko nie jest już tym samym graczem co dekadę temu, ale jest ikoną popkultury i gadżety z jego nazwiskiem nadal cieszą się ogromną popularnością.
Teraz pora na Zlatana, piłkarza który moim zdaniem nie zawiódł na Camp Nou piłkarsko, ale nie wpasował się w zespół psychicznie. „Ibra” żeby błyszczeć, musi być gwiazdą numer jeden, przynajmniej w swojej świadomości. Jeśli zaaklimatyzuje się w Milanie, będzie z niego wielki pożytek, bo to nadal jeden z najlepszych napastników świata. Finansowo Milan nic nie ryzykuje, bo pensje dla Szweda zrekompensuje pewnie z nawiązką sprzedaż koszulek. A jeśli Ibrahimović się sprawdź, będzie to kolejny ogromny sukces prezesa Adriano Gallianiego.
Wszystkie zakłady dostępne są na bwin.
Zarejestruj się i zgarnij bonus!






Zlatan to judasz!
hehehe koziołek hahaha brawo Galiani widziałem podczas meczu barca milan przed rozpoczeciem sezonu jak łysy przybijal transfer ibry polityka transferowa milanu jest mistrzowska FORZA MILAN
kocham AC MILAN OD DZIECKA za to ze jest…poprostu
ja tez pozdro marjusz i witamy serdecznie robinho:)
MEDIOLAN był jest i będzie zawsze czerwono-czarny!!! Forza Rosso-Neri :)
Dodaj swój komentarz
Ankiety
Tagi
Najnowsze komentarze
Linki
Wyniki na żywo
Archiwum
Newsletter
Najnowsze wpisy
Najczęściej komentowane
Najpopularniejsze