Piłka na dziko: Przeciąganie historii na swoją stronę
- Zeszłotygodniowe spotkania Ligi Mistrzów na pewno zapadną mi w pamięć, a zwłaszcza starcie Arsenalu z Barceloną. Czy w ten wtorek lub środę może wydarzyć się coś, co zapamiętam równie dobrze? Wątpliwe – pisze Marcin Dobski.
Choć to już przeszłość, muszę jeszcze raz wspomnieć krótko o meczu rozegranym na Emirates Stadium. Barcelona została pokonana przez Arsenal, słusznie nazywany jej kopią. Wojciech Szczęsny nie mógł sobie wymarzyć lepszego debiutu w LM. Starcie z wielką Barcą (młodzian ma szczęście, bo ligowy debiut przypadł na mecz z Manchesterem United) i do tego zakończone zwycięstwem. Ja mam trochę inne spojrzenie na jego postawę niż większość ekspertów, bo dla mnie Szczęsny nic wielkiego nie wybronił, ale też nic nie popsuł. Co innego jeśli zaczniemy dyskutować o zawodnikach z pola, bo ci wspięli się na wyżyny. Szczególnie trzeba wyróżnić trzech „Kanonierów” – Jack Wilshere, Alexandre Song i Laurent Kościelny grali jak natchnieni. 19-letni Anglik wywarł na mnie ogromne wrażenie, bo w środku pola, gdzie przecież musiał walczyć z Xavim, Busquetsem czy Iniestą, zachowywał się jak artysta. Jak? Opanowanie piłki niczym playmaker Barcelony, ale z szybkością Iniesty. Gdy był atakowany to przepuszczał futbolówkę i gubił krycie. Majstersztyk!
Kuzyn Rigoberta Songa dzielnie walczył zarówno w obronie, ale potrafił też rozpocząć akcję zaczepną i było widać, że piłka mu nie przeszkadza. Mógł zarobić czerwoną kartkę, ale i tak zapamiętam tylko, jak świetnie sobie radził z pomocnikami Barcy. Natomiast niedoszły reprezentant Polski niemal perfekcyjnie radził sobie z MVP, czyli Messim, Villą i Pedro, jak została ochrzczona ta trójka. Szczególnie Messiemu dał się we znaki, bo zwykle był od niego szybszy i starał się go trzymać poza grą. Teraz już wiemy, czemu zależało mu bardziej na kadrze „Trójkolorowych” niż naszej. Na Polskę jest po prostu… zbyt dobry. A goście? Grali swoje i równie dobrze, ale byli zbyt pewni siebie. Widać było, że to Arsenalowi bardziej zależy. Pep Guardiola w 68 minucie zdjął Villę i wprowadził Seydou Keitę by bronić jednobramkowego prowadzenia. Zemściło się, ale w świadomości trenera jest jeszcze rewanż na Camp Nou, a tam „The Gunners” będą mieli mniej do powiedzenia.
Dwa mecze z tego tygodnia. Olympique Lyon – Real Madryt i Inter Mediolan – Bayern Monachium. Trener „Królewskich” w końcu przełamie klątwę? Wydaje się, że Lyon tym razem nie zaskoczy Realu, ale tylko dlatego, że Mourinho to skrupulatny obserwator i być może najlepszy piłkarski strateg na świecie. Owszem, rok temu też był tylko jeden faworyt tego dwumeczu, ale wtedy trenerem Jerzego Dudka i spółki nie był Portugalczyk. Ostatnio Mourinho znalazł motywację dla Karima Benzemy, a nazywa się ona Emmanuel Adebayor. Warto było poświęcić 4 miliony euro na wypożyczenie Togijczyka, by odblokować młodego Francuza. Mimo wszystko szkoda, że nie wystąpi Gonzalo Higuain, bo wtedy moglibyśmy zobaczyć całą moc gości. Wśród gospodarzy może nie zagrać Lisandro Lopez.
Drugim spotkaniem, które czujnie będzie oglądał JM, będzie rewanż za ubiegłoroczny finał LM. Obaj z Leonardo przyznają, że darzą się wielką sympatią, co więcej: opiekun Interu kontaktuje się z Mourinho, a ten chętnie udziela mu wskazówek. Pierwsze spotkanie miało miejsce gdy Leonardo zastąpił Rafę Beniteza, kolejne teraz. Będzie bardzo ciekawie, bo Interowi brakuje strzelb (kontuzja Milito, słabsza forma Pandeva, a Pazzini nie może wystąpić w LM). Natomiast w szeregach Bayernu zagrają po kontuzjach Franck Ribery i Arjen Robben. Jedno się nie zmieniło – tak, jak w finale, tak i teraz najsłabszą formacją Bawarczyków jest defensywa i tam trzeba rzucić wszystko co Inter ma najlepszego. Mourinho zapewne zwrócił na to uwagę swojemu uczniowi. Trochę kłopotów ma też Louis van Gaal, który nie dogaduje się już tak dobrze z działaczami Bayernu i był bliski straty pracy. FC Hollywood zawodzi w lidze niemieckiej, stracił już dawno szanse na obronę tytułu, a styl pozostawia dużo do życzenia.
Historia. Właściwie to różna jej interpretacja. Barcelona by chciała, podobnie Inter, by ona się powtórzyła. Przed rokiem Blaugrana bez kłopotów pokonała Arsenal u siebie. Inter ograł monachijczyków w finale nie pozwalając im na zbyt wiele. Za to zmienić historię chce Mourinho, bo jak Real znów odpadnie z Lyonem to dni Portugalczyka na Santiago Bernabeu będą policzone. Czy da się przewidzieć jak się to zakończy? Raczej nie, bo Arsenal pokazał, że będąc skazywanym na porażkę jest w stanie podnieść rzucona rękawicę i w pojedynku zranić silniejszego przeciwnika. Jednak jeszcze go nie pokonał…
Wszystkie zakłady dostępne są na bwin.
Zarejestruj się i zgarnij bonus!







Wczytywanie...
Dodaj swój komentarz